Opowiadanie o Królewskich dedykuję Królewskiej ;)

Tyśka, para Ti ;*

37. Tak miało być.

Madryt, 2014 rok

Śmigałam po kuchni jak szalona. Próbowałam zapanować nad kolacją, ale jakoś mi nie szło. Mój boski chłopak zaprosił swoich i moich rodziców na jedzenie, a teraz leżał na kanapie z Blanco na brzuchu i oglądał jakiś film! Najlepsze jest to, że osobiście zawiózł moją mamę do fryzjera, żeby wyglądała bosko, a tato nie wrócił jeszcze z pracy.
-Morata! - wrzasnęłam.
-Tak? - odkrzyknął z salonu. Zagotowało się we mnie.
-Albo przyjdziesz tu w tym momencie, albo ja wychodzę! Sam dokończysz kolację i sam ugościsz naszych rodziców! - zdenerwowałam się. - Benz na pewno ma jakieś mrożone pizze, więc ja z głodu nie zejdę.
-Sama powiedziałaś, że się tym zajmiesz! - stanął w progu.
-Ale w domyśle było, że mi pomożesz! - zapiszczałam.
-Pomogę - objął mnie w pasie i pocałował. - Zapiekanka jest prawie gotowa, nakryję do stołu, otworzę wino i będzie cudownie, tak? - odgarnął mi kosmyk z czoła.
-Nie wyskoczysz z niczym głupim, co? - szepnęłam. - Twoi rodzice w moim domu to rzecz niecodzienna.
-Niby czym? - nie zrozumiał.
-Nie wiem, Ally - przekręciłam oczami. - Tak jak ty wiesz, gdy kłamię to ja wiem, kiedy coś knujesz, jasne?
-Jasne - pocałował mnie. - Ale dziś obiecuję, że grzecznie zjemy kolację z naszymi rodzicami.
-Dobrze - pokiwałam głową.



Faktycznie, nie odwalił nic. Siedziałam w pełni zrelaksowana w przepięknej sukience, którą wybrał dla mnie Mesut - mój osobisty stylista. Morata wręczył każdemu z rodziców bilet i przepustkę dla VIPów do loży honorowej, którą wynajął na najbliższy mecz. Nie skomentowałam tego. Może miał zamiar zestrzelić całe Atletico Madryt, może to z okazji derbów? Nie wiem i nie wnikam. Od wcielenia go do pierwszej drużyny mijało dwa lata, sześć odkąd gra w Realu. Był Królewskim pełną gębą. Czy ja się pytam czemu Benza podczas treningu wydaje z siebie odgłosy jakby rodził? Albo czemu Ronaldo jak się wkurzy siedzi w garażu i przemawia do samochodów? Nie, dlatego też nie robię dochodzenia, bo Morata wynajął lożę. Wynajął i już. Ten fakt mam zaakceptować, a nie poddawać to rozważaniom. To Real Madryt, tego nie da się ogarnąć. Dlatego i mnie nikt nie może ogarnąć, nikt oprócz Królewskich.



W sobotę po południu siedziałam w hotelowej restauracji i piłam kawę. Pogawędziłam sobie wesoło z Mou, uspokoiłam go, że na pomeczowej konferencji będzie ktoś z RealMadridTV komu można zaufać i wyjaśniłam, że mnie się dziś nie chciało iść do pracy.
Teraz liczyłam na chwilę spokoju, ale oczywiście się przeliczyłam. Przecież mieszkam w Madrycie, pracuję w Realu i za kumpli mam Królewskich. Naiwniak ze mnie.

-Unice! - obok mnie wylądował Benzema. - Mesut wysłał ci ciuchy na mecz i powiedział, że będzie jutro. Dziś nie pijemy - wręczył mi ogromną torbę.
Z przykrością donoszę, że po zakończeniu poprzedniego sezonu (2013/2014) Ozil odszedł do Manchesteru United. Zostaliśmy z Karimem sami i teraz we dwoje pijemy po ligowych meczach rozgrywanych w domu. Mesut naturalnie odwiedza nas tak często jak może, my rewanżujemy się tym samym, ale brakuje mi go. Obiecał, że po zakończeniu kariery (za miliard lat chyba) wróci do Madrytu.
-Znowu szmaty? - jęknęłam i zajrzałam do środka. Robił to non stop! Regularnie dostawałam paczki z rzeczami.
-Będziesz piękna - Cristiano puścił mi oczko. - Nawet Irina będzie dziś na meczu - powiedział zadowolony i usiadł obok. - Mama zajmie się Cristianito i Grace - dodał. Tak, Cris chodzi teraz dumny jak paw, bo miesiąc temu urodziła mu się pierwsza córka - Grace.
-Calleti zwiezie dziś swój gruby zad! - zapiał Ramos i też się dosiadł. Calleti opuścił nas w tym samym czasie co Mesut i zamieszkał w Sewilli.
-Unice, błagam - szepnął Ronaldo. - Wyglądaj dzisiaj zjawiskowo.
-A to niby czemu? - założyłam ręce na piersi. Miałam na sobie czarne dresy, klubową koszulkę Moraty, czarną bluzę i czarne adidasy. Wszystko z Adidasa.
-Bo to derby, ćwoku! - syknął Ramos. - Wszystkie oczy będą zwrócone na ciebie zwłaszcza jak Morata znowu zacznie strzelać! - zbulwersował się. - Chcesz, żeby dziewczyna gwiazdy Realu Madryt miała zdjęcia w jakiś dresiwach? - skrzywił się.
-Jesteś WAG - pokiwał głową Cristiano, a we mnie krew się zagotowała.
-Jeśli masz w sobie jeszcze jakieś angielskie pozostałości to w mig wybije ci je z głowy. W pierwszej kolejności jestem dziennikarką, a potem jestem z Moratą. Czujesz to? - fuknęłam.
-Tak czy siak. Masz się ubrać w to co kazał ci Mesut - wstali. - Do zoba! - zakomunikowali, ale Benza uśmiechnął się jakoś tak dziwnie... Za dziwnie.

 

Średnio byłam przekonana do tego co kazał mi nałożyć Ozil. Lepiej bym się czuła w dresach. Jednak niech mu, im będzie. Kocham go, jest moim osobistym stylistą od tylu lat i nigdy mnie nie zawiódł. Dzięki niemu mogłam pokazać się na oficjalnych wyjściach, gdzie za adidasy zapłaciłabym głową.
Nałożyłam białe spodnie, biały sweter, białe balerinki i szalik Realu. Na ramieniu powiesiłam sobie białą torebeczkę i wystartowałam do loży honorowej, gdzie czekali na mnie moi rodzice, rodzice Moraty, Marta z mężem, moje rodzeństwo, Oriol Romeu, Jese, Derik i Mesut z Callejonem!
-Niespodzianka! - zawołał Calleti.
-Mam dziwne przeczucia - mruknęłam, gdy mnie przytulił.
-Wyglądasz zajebiście! - zachwycił się Mesut.
-Siostra! - Fernando wyrwał mnie z ramion Callejona i położył dłoń na moim idealnie płaskim brzuchu. - Nic?
-Frytki i cola - wyszczerzyłam zęby.
-Głupia - prychnął i poszedł do Olalli.
Stanęłam przy barierce i z lubością wdychałam zapach Bernabeu. Mojego Bernabeu!
-Unice, trener się woła! - wrzasnął Calleti. - Szybko! - klasnął w dłonie. Niewiele myśląc pomknęłam do windy, a potem korytarzem w kierunku szatni piłkarzy, ale tam nikogo nie było. Rzuciłam się pętem w stronę tunelu, ale zatrzymał mnie jakiś ochroniarz.
-Słuchaj - puścił mi oczko.
-Co? - zdziwiłam się, ale zamarłam, bo spiker zaczął mówić.
-DZIŚ ZA ZGODĄ OBU KLUBÓW BĘDZIEMY ŚWIADKAMI CZEGOŚ NIESAMOWITEGO, WSPANIAŁEGO I NIEPOWTARZALNEGO! ZA CHWILĘ, PRZED PAŃSTWEM POJAWI SIĘ NIEWIASTA IDEALNA, DUSZĄ I CIAŁEM MADRIDISTA. ODDANA CÓRKA, WIERNY KIBIC, UKOCHANA DZIEWCZYNA. MIAŁA ZOSTAĆ PIŁKARKĄ, JEDNAK POWOŁANIE ODKRYŁA W BYCIU DZIENNIKARKĄ. JEST DOCIEKLIWA, PEWNA SIEBIE, SZCZERA I Z DUMĄ REPREZENTUJĄCA REALMADRIDTV... UNICE TORRES!
-Idź! - pchnął mnie do wyjścia. Ruszyłam po woli, a gdy stanęłam na szczycie schodów mnie przytkało. Piłkarze stali na środku boiska w kółku. W środku zadowolony sterczał Morata. Wyciągnął do mnie rękę, więc ruszałam powoli do przodu.
-ALVARO MORATA TO MŁODY PIŁKARZ, KRÓLEWSKI, KTÓRY ZDĄŻYŁ JUŻ UDOWODNIĆ, ŻE ZASŁUGUJE NA GRĘ W PIERWSZEJ JEDENASTCE REALU MADRYT! DZIŚ JEDNAK ZADA ZAPEWNE JEDNO Z NAJWAŻNIEJSZYCH PYTAŃ W SWOIM ŻYCIU! SZEŚĆ LAT ZWIĄZKU I DZIŚ CHCE OKREŚLIĆ SWE ZAMIARY WOBEC KOBIETY, KTÓRĄ KOCHA CAŁYM SERCEM!
-Ally, co ty wyprawiasz? - wyszeptałam, gdy byłam obok swojego chłopaka.
Uśmiechnął się do mnie i klęknął.
Wstrzymałam oddech, a całe Bernabeu razem ze mną.
-UNICE - jego głos poniósł się po całym stadionie. - ZOSTANIESZ MOJĄ ŻONĄ?
Zatkało mnie na chwilę, ale tylko chwilę. Doskonale znałam odpowiedź, zaskoczyła mnie tylko oprawa całego wydarzenia. W końcu mówiłam, że Morata jest już w pełni Królewski. Musi być z przytupem.
-TAK - pokiwałam głową i uśmiechnęłam się szeroko. Ally wsunął mi na palec pierścionek i wstał. Wzór na kształt korony. Boże, jak on mnie zna!
-Kocham cię - wyszeptał i mocno mnie przytulił.
Całe Bernabeu zawirowało. Wszyscy zaczęli wiwatować, ale ku mojemu ogromnemu zdumieniu w sektorze Ultrasów pojawiła się ogromna sektorówka z podobizną moją i Moraty "Niech żyją narzeczeni, oby mieli duży małych Królewskich! Hala Madrid!".
-Jak to zrobiłeś? - roześmiałam się.
-Liga, stadion, kluby i kibicie to pikuś - machnął ręką. - Najbardziej bałem się, że nie zechcesz wejść na murawę.
-Spadaj! - zachichotałam i pocałowałam go w usta. Ten wrzask jaki się podniósł... Ostatnio słyszałam coś takiego podczas Gran Derbi, gdy Benzema strzelił gola... A potem Pepe strzelił w pysk Alexisa.
-DZIĘKUJĘ, BERNABEU! - zawołał Ally. Jestem pewna, że ma gdzieś mikrofonik, który włącza i wyłącza kiedy chce. - BEZ WAS NIE BYŁOBY JAK POWINNO. DZIĘKUJĘ! HALA MADRID!
-MNIE POWINIENEŚ DZIĘKOWAĆ, ŻE SIĘ ZGODZIŁAM - wypaliłam zanim pomyślałam. Wszyscy usłyszeli, wszyscy się roześmiali.
-Torres! - krzyknął Mou. - Na ławkę w tej chwili! - zamachał mi bluzą rezerwowych.
-DZIĘKI! - uśmiechnęłam się i pomknęłam do trenera. - Mister, tylko ja o tym nie wiedziałam?
-Unice, ciesz się, że się oświadczył, a nie dochodzenie robisz.
-Moje życie jest zajebiste - rozsiadłam się wygodnie przeciągając przez głowę koszulkę. - Hala Madrid!





THE END


Podsumowując:


Długo myślałam komu zadedykować tego bloga i czy w ogóle to robić. Jeśli bym się na to zdecydowała, musiałaby to być osoba, która to czyta, jest mi bliska i generalnie ogarnia temat...
Dumałam, ale decyzja nie była trudna. Owa osobistość pokazała mi w pewien sposób Real Madryt na nowo. Miała swój udział w tym, że przestałam patrzeć na piłkarzy jak miły obiekt do zawieszenia oka jak na jakimś ciastku (teraz zawieszamy nasze oka razem ;p). Stali się dla mnie cegiełkami, które sprawiają, że mój kochany Real wspina się na szczyty. Pomagała mi w realizacji moich niezbyt mądrych pomysłów jak np. zbieranie informacji o tym z kim jest dany Królewski, ile ma dzieci i kto jest jego żoną... Tak, Ty już wiesz, że mówię o Tobie ;D
TYŚKA
para Ti ;* 




 Sorry, Vazquezito, że nie Cb wybrałam, ale Ally bardziej do mnie przemawiał ;)


Teraz znajdziecie mnie tu:

 i tu



Poza tym jestem na wywiaderze i twitterze ;)

Buźka ;* 

36. Zbawienny koszmar.

Gdy się rano obudziłem Unice już nie spała. Siedziała na łóżku z komputerem na kolanach. Zerknąłem na ekran i ziewnąłem.
-Facebook już z rana?
-Nie znam Vazqueza - szepnęła.
-Nie - pokręciłem głową. - Ale ja tak i zapewniam cię, że to spoko gość. Co ty wczoraj oglądałaś z Callejonem?
-Nie wiem - burknęła i wyskoczyła z łóżka. - Odwieziesz mnie na uczelnie?
-Nie za darmo - uśmiechnąłem się bezczelnie.
-Ty interesowna piłkarzyno - fuknęła i poszła do łazienki.



Zawiozłem ją na uczelnię, a sam pojechałem na poranny trening. Potem jak zwykle miałem ją odebrać.
Po południu zaparkowałem swojego Golfa przed bramą Uniwersytetu i oparłem się o niego.
Unice wybiegła i wpadła wprost w moje ramiona.
-Ally - jęknęła i objęła mnie rękami w pasie. - Ally - uniosła głowę- Ally - wyszczerzyła zęby.
-Cześć, kociaku - cmoknąłem ją, jak zawsze, w policzek.
-Więcej - zamruczała i oblizała wargi. Nawet nie miała pojęcia jak na mnie działa robiąc takie minki. Zaśmiałem się i z wielką przyjemnością ją pocałowałem.
-Nie ma u ciebie mojej granatowej bluzy z Adidasa? - spytałemm i pogłaskałem ją po policzku, a potem założyłem jej kosmyk włosów za ucho. Mama nękała mnie już kilka dni, że znowu wsadziłem jakiś ciuch i nawet nie wiem gdzie. Tylko, że ja wiem. Zawsze ma je Unice.
-Jeśli nie masz jej w domu, ani nie znalazłeś jej w szatni to zapewne jest. Chyba, że masz jakąś kurwę to mnie nie pytaj - odpowiedziała z diabelnym błyskiem w oku.
-Jesteś niemożliwa - pokręciłem głową i się uśmiechnąłem szeroko.
-Mam na ciebie ochotę - zagryzła wargę i przejechała dłonią po mojej szyi. - Zjadłabym cię! - stanęła na palcach, pociągnęła mnie za koszulkę i zmusiła, żebym się schylił i mnie pocałowała.
-Wsiadaj, łobuzie - otworzyłem drzwi do mojego Golfa. - Jak minął dzień?
-Świetnie - skrzywiła się i nawet zdobyła na sztuczny uśmiech. - Szczerze? - spojrzałam mi w oczy, gdy już usiadłem za kierownicą. Jej szare tęczówki ciskały gromy.
-Jak zawsze tak - pokiwałem głową i zapiął jej pas, bo Unice się takimi pierdołami nie przejmuje.
-Zabij mnie, albo ja wybije pół tej kurewskiej uczelni! - warknęła.
-Nie przeklinaj - upomniałem ją mechanicznie zapinając swój pas i ruszyłem. - Wiesz, że tego nie lubię.
-Wiem - westchnęła. - Jestem zmęczona i mam wszystkiego dość.
-Zawiozę cię do domu, przygotuję kąpiel, zrobię gorącą herbatę truskawkową i będzie super, co? - pogłaskałem ją po policzku.
-Tak - uśmiechnęła się błogo. - Zostaniesz na noc?
-Nie, muszę wracać do domu, z rana mam trening. Przy tobie ciężko mi wstać, a nie lubię się spóźniać - powiedziałem łagodnie. Teraz się zacznie...
-Morata - spojrzała na mnie jak na idiotę. - Ty się nigdy nie spóźniasz.
-Wiem.
-Pójdziemy do klubu? Jest weekend! - zawyła i popatrzyła na mnie błagalnie.
-Słoneczko, wiesz, że jutro mam mecz i nie mogę dziś nigdzie iść... - mruknąłem, ale wiedziałem, że moja odpowiedz jej nie satysfakcjonuje. Miała już plany, a ja sie nie zgodziłem i teraz pora na bulwersa.
-Następnym razem niech ci mecz da dupy. Zatrzymaj się! - zażądała.
-Unice, nie rób scen - syknąłem.
-Zatrzymuj się do cholery, bo zaraz ci zrobię scenę! - warknęła i nagle zakryła usta dłonią. - Tak było w moim snie!
-Jakm śnie? - podchwyciłem i jechałem dalej.
-W tym dziejszym, po którym dałeś mi zakaz na horrory z Calletim! - jęknęła. - Ally, zatrzymaj się - powiedziała nad wyraz łagodnie. Posłusznie zrobiłem co chciała. - Przepraszam! - odpięła pas i wpakowała mi się na kolana. - Przepraszam!
-Jeśli koszmary po horrorach tak na ciebie działają powinnaś oglądać je częściej - zaśmiałem się.
-Nie jesteś zabawny, Morata.
-Przeciwnie do ciebie - pocałowałem ją w czoło.
-Pójdę dziś do Israela i obejrzę z nim jakiś mecz - pokiwała głową z przekonaniem. - Zobaczymy się jutro na meczu?
-Nie wiem czy dostanę powołanie.
-Tak czy siak się zobaczymy - uśmiechnęła się. - Kocham cię, Ally.
-Ja ciebie też, Unice. Kto ma cię kochać ja nie ja? - zaśmiałem się. - Jedziesz dziś do Valdebebas na mały meczyk przed popołudniowym treningiem?
-Oczywiście, że tak! - wróciła na swoje miejsce i zapięła się pasem.


Kilka dni później siedziałem na kanapie w salonie i oglądałem jakiś film. Mówiąc szczerze byłem tak padnięty po treningu, że nie miałam ochoty na nic.
-Cześc, brat! - Marta usadowiła się obok mnie. - Co tam? - szturchnęła mnie w bok.
-Sis, nie dam rady - murknąłem.
-Unice? - uśmiechnęła się głupkowata.
-Mourinho - zrobiłem tę samą minę.
-Rozczarowałeś mnie - nadąsała się.
-Wybacz, ale nie zrobimy ci siostrzeńca czy siostrzenicy - poklepałem ją po kolanie.
-Ale tak za kilka lat mi zrobicie? - wyszczerzyła zęby.
-Pewnie tak. Unice zapowiedziała mi, że o córce mogę zapomnieć, bo to za duży stres by dla niej był, ale chłopców kilku z siebie wyciśnie - Marta roześmiała się wesoło.
-Słyszę jak to mówi! - piała. - Wszystko dobrze. Wolę usłyszeć, że padasz, bo wymęczył cię trener niż, że masz jakieś problemy.
-Nie mam żadnych. Chyba, że za problem weźmiesz to, że Unice dostała bzika. Teraz jej przechodzi, że jeszcze tydzień temu była nie do wytrzymania - jęknąłem.
-Opowiadaj! - zniecierpliwiła się.
-Obudziła mnie w piątek o czwartej nad ranem i zaczęła płakać, że miała straszny koszmar! - przekręciłem oczami.
-Oglądała film z...
-Callejonem. Ubzdurała sobie, że ten sen to przestroga dla niej, że ma skończyć zachowywać się jak błazen. Zdradziła mnie z Alvaro Vazquezem, którego nawet nie zna - westchnąłem. - Miałem jej to wybaczyć, ale wtrąciła się jakaś Carla i zrobiła coś z naszymi telefonami, chyba wysłała jakieś smsy, że ze sobą zerwaliśmy? No, nie ważne. Potem niby Unice wyjechała na staż do ChelseaTV i tam zaczęła chodzić z Lucasem Piazonem, którego też nie zna. Zeszliśmy się na urodzinach Jese i powiedziała wtedy, że chciałaby nigdy nie poznać Vazqueza i się obudziła - skończyłem swoją opowieść. - Teraz jest niczym anioł.
-Anioł. Niemożliwe - pokręciła głową Marta.
-Jest miła dla naszej mamy, skończyła z tekstami, że idzie się bzykać z Ramosem czy kimś tam - wyliczałem na palcach. - Przestała chodzić po klubach z chłopakami, więcej czasu spędza na Bernabeu albo w Valdebebas. Ponad to wiem, że nie zmyśla. Ten sen wystraszył ją na śmierć - powiedziałem poważnie. - Cieszę się, że zachowuje się lepiej, ale zaczyna mnie to bawić.
-Przejdzie jej - machnęła ręką.
-Przeraża mnie tylko, że jest miła dla mamy - szepnąłem.
-Serio czy pozór? - też szeptała.
-Pozór - uśmiechnąłem się delikatnie. - Ale lepsze to niż ich ciągłe warczenie na siebie.
-Racja - pokiwała glową.
-Ally, Unice stoi pod domem - zakomunikował nam tato.
-To czemu nie wejdzie? - zdziwiłem się i podeszłem do okna. Na ulicy stało duże Audi Benzemy, a w środku znajdowała się moja dziewczyna i Karim. Dam sobie uciąć rękę, że z tyłu siedział Mesut. Wyglądało na to, że Unice z zapałem tłumaczyła coś Francuzowi bo wymachiwała rękami.
-Chyba jest zajęta? - mruknał tato.
-Mam nadzieję, że niektóre rzeczy sie nie zmienią - wybuchła śmiechem Marta. Otworzyłem drzwi w tym samym momencie, kiedy Unice wyskoczyła z samochodu.
-Jesteś jakiś niepełnosprytny, Benz! - wrzasnęła.
-Torres, wróc tu w tym momencie i dostaniesz w ten zakuty łeb! - odkrzyknął Karim.
-Uważaj sobie, co? - podszedłem do nich.
-Nie da mi prowadzić - pożaliła się tuląc do mnie.
-Jedziemy na pizze! - dodał z tyłu Ozil.
-OK - pokiwałem głową. - Marta, jedziesz z nami? - zwróciłem się do siostry, która stała na progu.
-Oczywiście, że tak! - wyszczerzyła się Unice. - Ale twoim samochodem! Nie wsiadam z tą ofiarą - pokazała Benzemie język i poszła do garazu.
-Jedziemy za wami - puściłem im oczko.




To już przedostatni odcinek, ale obiecuję, że ostatni powali Was na kolana :D

Co potem? Rozważałam 2 część tego opowiadania, mam nawet całą fabułę, ale nie jestem pewna. Mam też pomysł na nowe opowiadanie z Benzemą w roli głównej, ale też nad tym dumam. No, piszę nowiutkie opowiadanie z Moniiką (Będzie o Realu!!! :D), które dodamy jak skończymy amor-capricho

35. Pocałuj mnie.

W domu Benzemy byli wszyscy. WSZYSCY. Począwszy od piłkarzy pierwszego składu, poprzez Castillę, koszykarzy, modelki, aktorki... Bóg raczy wiedzieć kto jeszcze się załapał.
Willa, która wydawała mi się zawsze ogromna i za duża dla jednej osoby teraz była malutka. Musiałam nieźle lawirować, żeby przemieszczać się w tłumie na tych szpileczkach. W rękach trzymałam ogromne pudło z prezentem i rozglądałam się w poszukiwaniu Jese. Pole widzenia zasłaniały mi moje własne włosy, które układały się w piękne loki, które zrobił mi Mesut (!), bo wcześniejsza fryzura mu się nie podobała.
-Rodriguez! - wrzasnęłam i złapałam Jese za bluzkę na piersi. - Nie ruszaj się, gnido! - wysyczałam. - Wszystkiego najlepszego! Obyś jak najdłużej robił co kochasz... i nie wpadł, bo nie wyobrażam sobie ciebie w roli ojca. Na razie - dodałam widząc laskę, która dyndała mu się na ramieniu. - Proszę - podałam mu prezent. W środku była ogromna ilość gier na konsolę. Kupiłam wszystko co wpadło mi w ręce. Będzie miał chłopak zajęcie. Lepsze gry niż rozmnażanie.
-Dzięki. Zdrówko! - podał mu butelkę wódki, sam upił porządnego łyka z drugiej. Czuję, że ta impreza skończy się... interesująco?
Pociągnęłam zdrowo i ruszyłam w tłum.
Zrobiło mi się gorąco od środka, trunek grzał mnie przyjemnie i sprawił, że na twarzy pojawił mi się uśmiech.
-Unice! - zaświergotał Karim i pociągnął mnie na kanapę.
Kilka kolejek potem świat był o niebo weselszy. Wszyscy się śmiali, cieszyli.
Wstałam i dosyć chwiejnym krokiem udałam się na piętro. W sumie nie wiem po co, ale poszłam.
-Nadgarstek tak! - słyszałam dobrze znany głos. - Nie tak, ofiaro!
-A jak? - sapnął drugi ktoś. Wdrapałam się wyżej po schodach w tych przeklętych szpilkach. Morata stał z rakietą do tenisa w ręku i instruował Derika. Mało by mnie to obeszło gdyby nie fakt, że obaj mieli zdrowo w czubie i celowali w szklane okna na balkon. Nie wiem jak tenisowy poziom Derika, ale Morata grał całkiem nieźle.
-Tak! - warknął Ally i nim zdążyłam się odezwać podrzucił żółtą piłkę, odbił i... brzęk. Szyby nie ma. - Oj... - mruknął.
-Złożymy na Jese - machnął ręką Derik.
-Spoko, tylko on nie wie, którą stroną trzyma się rakietę! - sapnął i podrapał się po głowie robiąc na niej niesamowity bałagan. Biała koszula wystawała mu ze spodni, więc fryzura dopełniała tylko wizerunku człowieka, który dobrze się bawi na urodzinach kumpla.
-Myślę, że dziś będzie tak narąbany, że nawet nie ogarnie - odezwałam się i oparłam o ścianę.
-Unice! - uśmiechnął się Derik.
-Kociaku - zamruczał Ally. - Gówniarz puścił cię wolno? - zachichotał.
-Gówniarz to nie twoja sprawa - odparowałam.
-Oczywiście - rzucił rakietę na podłogę i podszedł do mnie. - Pytanie czy wyzwanie? - szepnął.
-Pytanie - odważnie spojrzałam w jego czekoladowe oczy. Nic się w tej chwili nie liczyło. Patrzył na mnie facet mojego życia, człowiek, który sprawiał, że codziennie chciało mi się wstawać z łóżka. Straciłam to, że był teraz przede mną i  tylko to było ważne.
-Kochasz mnie?
-Wyzwanie! - zmieniłam zdanie. Roześmiał się wesoło.
-Pocałuj mnie - zbliżył swoją twarz do mojej.
-Poproszę inny zestaw - uśmiechnęłam się.
-Wybacz, Królewno. Nie dysponuję takim - wpił się w moje usta. Świat zawirował i to nie bynajmniej od alkoholu, który w siebie wlałam.
-Wybacz, kociaku, ale jestem zajęta - odsunęłam się od niego i ruszyłam w kierunku drzwi wiodących do pokoju, gdzie zazwyczaj spałam, gdy byłam u Karima. O ile dobrze pamiętam tu też było sporo moich ubrań... I Moraty, bo miałam zwyczaj chodzić w nich jak w swoich. Nie myślałam o Lucasie. Nie liczył się, gdy Ally był obok... Poprawka, nie liczyło się absolutnie nic!
-Wiesz, gdzie ja mam Piazona? - warknął i wziął mnie na ręce.
-Mówiąc, że jestem zajęta nie miałam na myśli swojego statusu na facebooku - zachichotałam w jego szyję.
-A czym jesteś zajęta? - Otworzył drzwi i wszedł do środka nie zapalając światła. Przekręcił klucz w zamku i położył mnie na łóżku.
-Hmm... Tobą? - Zsunęłam buty z nóg i pogłaskałam go po policzku.
-Zostaw to wszystko w cholerę, Torres. Wróć do Madrytu, tu jest twoje miejsce a nie gdzieś w Londynie. Może Nando to rajcuje, ale ciebie? Frajdę sprawia ci picie piwa z Benzemą i Ozilem po ligowych meczach na Bernabeu. Wkurzanie się na Cellejona, gdy wygada coś czego nie powinien czy przekomarzanie się z Ramosem na każdy temat. Uwielbiasz intrygi z Mou, wygłupy z Jese. Nawet zakupy z Ronaldo - uśmiechnął się pod nosem. To tu jest wszystko co kochasz - pocałował mnie delikatnie. - Nie ważne kto z kim zerwał, zapomnij o tym - syknął. - Wymażmy z pamięci te trzy miesiące.
-Czekaj - położyłam mu ręce na ramiona i zmusiłam, żeby się odsunął. - Ty coś wiesz, bo jakoś tak dziwnie na mnie patrzysz. Mów!
-To zakrawa o ironię, ale dwa dni temu wszystko pomógł mi rozwikłać Vazquez, który ponoć wcześniej gadał z tobą. Tak naprawdę ani ty nie zerwałaś ze mną, ani ja z tobą. Carla zrobiła coś z moim telefonem i przez to zrobiła coś z twoim. Wykorzystała to, że jej zaufałem, bo chodziła z Nacho - nawijał szybko.
-Chodziła? - uśmiechnęłam się delikatnie.
-Wkurzył się i kazał jej iść do diabła.
-Jakim cudem dowiedziałeś się o mojej rozmowie z Vazquezem? - spytałam.
-Calleti! - odpowiedzieliśmy jednocześnie.
-Oczywiście! - sapnęłam.
-Zostawiłem telefon w pokoju i Carla napisała wiadomość niby ode mnie do ciebie. Potem poprzestawiała coś z połączeniami. Nie znam się na tym. W każdym razie oboje stwierdziliśmy, że jak nie to nie. Tym sposobem rozwalając swoje życie - westchnął ciężko.
-Czyli mogę w końcu wrócić do domu, Realu, pracy... Ciebie? - ostatnie słowo wyszeptałam.
-Tak - pokiwał głową. - Kocham cię.
-Ja ciebie mocniej, Ally - przytuliłam się do niego. - Chciałabym nigdy nie poznać Vazqueza w tamtym klubie. To przez niego wszystko poszło nie tak! Ty potem poznałeś Carlę i samo już poszło! Normalnie jak bohaterowie z tragedii antycznej! - przewróciłam oczami.
-Teraz będzie już dobrze - potarł swoim nosem o mój.
-Tak - pokiwałam głową.
Mój najgorszy koszmar właśnie dobiegał końca.


 


Otworzyłam gwałtownie oczy. Byłam cała mokra! Oddychałam szybko, prawie się dusiłam. Boże, ale miałam koszmar! Vazquez, zdradzanie Moraty, Londyn, Lucas... Jakiś odlot!
Skierowałam swój wzrok na sufit i nieco się uspokoiłam widząc herb Realu. Otarłam spocone czoło i sięgnęłam do włącznika lampki. Gdy go nacisnęłam pokój zalało błękitne światło.
Zerknęłam w lewo i dopiero wtedy się uspokoiłam. Obok mnie smacznie spał Ally. Oddychał powoli, rytmicznie. Jego naga klatka piersiowa unosiła się i opadała. Zegarek na jego ręku wskazywał czwartą rano. Przytuliłam się do niego mocno i pocałowałam w szyję.
Właśnie zaczął się drugi listopada, nigdy nie poznałam Alvaro Vazqueza, Carli czy Lucasa Piazona. Nie mieszkałam w Londynie i nie pracowałam w ChelseaTV.
Zaraz, zaraz, zaraz... Skoro jest czwarta rano i dziś jest drugi listopada to wszystko przede mną!
-Ally! - szturchnęłam bruneta za rękę.
-Królewno, błagam - jęknął, przekręcił się na bok i wtulił twarz w moje piersi. Miałam na sobie jakąś jego koszulkę i majtki z logo Supermena.
-Morata! Musisz iść ze mną dzisiaj do klubu! - zażądałam.
-Teraz? - syknął. - Już?
-Wieczorem! - zniecierpliwiłam się.
-Unice! - wyprostował się i otworzył oczy.
-Miałam proroczy sen! Alvaro Vazquez zniszczy nam związek! Będę mieszkać z Oriolem i chodzić z Lucasem Piazonem... - rozpłakałam się.
-Kochanie - przygarnął mnie do siebie i uspokojająco głaskał po plecach. - Ty nawet nie znasz Vazqueza!
-Ale dziś w tym klubie poznam! - zaszlochałam.
-Unice, koniec tego. Nigdy więcej nie pójdziesz nigdzie beze mnie! Jedynie uchylam zakaz na mini imprezki z Mesutem i Benzą po meczach ligowych w Madrycie. I masz nie oglądac więcej horrorów z Callejonem! - zdenerwował się. - Potem takie są efekty.
-Kochasz mnie? - szepnęłam.
-Nad życie. Śpij - pocałował mnie czule.





Historia zbliża się ku końcowi i będzie miała szczęśliwe zakończenie ;)

34. Wizyta w domu.

Czas śmigał jak szalony. Przeleciał styczeń, luty był w pełni, gdy... Dostałam list, że umowa z ChelseaTV kończy się dokładnie 23 lutego. Muszę zdecydować czy ją przedłużam, a jeśli nie to fora ze dwora i żegnaj Londynie! Tylko ja chciałam zostać. Zaczęłam sobie układać tu życie. Miałam kumpli, Lucasa, brata z rodziną, pracę. Taką maleńką namiastkę Madrytu. Było inaczej, trudniej i bardziej obco, ale miałam świadomość, że nigdy nie odzyskam tego co straciłam z własnej głupoty. Musiałam budować swój świat od nowa i robiłam to z ogromnym zapałem. Myślę, że powoli zakochiwałam się w Lucasie... Przynajmniej nie skręcało mnie w środku, gdy widziałam zdjęcie czy jakiś filmik z Moratą. To już coś.
Korzystając z tego, że drużyna miała wolny dzień udałam się do ośrodka treningowego. Z przyjemnością wsunęłam nogi w korki i ruszyłam na środek boiska. Porozciągałam się i sięgnęłam po piłkę.
Kopałam ją sobie spokojnie, nie myśląc o niczym szczególnym, gdy dobiegł mnie głos mojego chłopaka. Częściej mówiłam Lucas, zamiennie z Piazon, niż mój chłopak. Tak jakoś...
-I co? - spytał Lucas, który czytał list, który dostałam z ChelseaTV.
-Muszę jechać do Madrytu - westchnęłam i zaczęłam odbijać piłkę głową.
-Madrytu? - spojrzał na mnie uważnie.
-Tak - przerzuciłam ją na kolana. - Osobiście muszę prosić o wydłużenie stażu. Na uczelni muszę też ubłagać o darowanie mi nieobecności i zaliczenia wszystkiego w maju, kiedy będę kończyć naukę i zdawać egzaminy. Muszę też iść do RealMadridTV i złożyć podanie o dalszą edukację w Londynie.
-Skierowano cię tu z RealMadridTV, a nie uczelni? - zdziwił się.
-Tak jakoś wyszło - wzruszyłam ramionami. - Dowiadywałam się i chłopaki nie mogą tego zrobić za mnie - przestałam bawić się piłką i poczułam jak telefon wibruje mi w kieszeni bluzy.
Na wyświetlaczu migotał mi napis JESE.
-Tak? - odebrałam z lubością mówiąc w ojczystym języku. Z Lucasem rozmawiałam po angielsku, z Oriolem, Matą i Oskarem też, bo truli mi dupę, że muszą się dalej uczyć języka angoli.
~Torres! - zapiszczał Jese. - Nie uwierzysz!
-Już nie wierzę - zaśmiałam się i wróciłam do podbijania piłki.
~Robię swoje dziewiętnaste urodziny!
-Gratki, stary! Ale to chyba za jakiś tydzień, nie?
~26 lutego, ale uroczyście pragnę zaprosić cię na ową wzniosą celebrację. Benzema pożycza mi dom.
-Pod zastaw dajesz głowę? - wybuchłam śmiechem.
~Prawie. Błagam, przyjedz! Jak mu się coś nie spodoba to mnie chociaż nie zamorduje, bo będzie się jarał, że jesteś, że sobie razem mordy zapijecie i takie tam.
-Masz nieprawdopodobne szczęście, Rodriguez! Wpadam w następny weekend do Madrytu.
~Super! - zapiszczał.
-Mogę zabrać osobę towarzyszącą?
~Nie, to nie jest bal charytatywny. Szczegóły wyślę ci potem. Do zoba! - rozłączył się. Nawet mnie to nie zdziwiło. Cały Jese.
-Co się stało? - Lucas objął mnie w pasie.
-Jese Rodriguez zaprasza mnie na urodziny na 26 lutego. Benzema wypożycza mu dom - zachichotałam. - Czuję imprezę w starym, dobrym realowym stylu - uśmiechnęłam się sama do siebie.
-Kiedy jedziesz?
-Jutro - cmoknęłam go w policzek i wyswobodziłam się z jego objęć.


Wystrojona iście realowo wysiadłam z samolotu. Głęboko wciągnęłam do płuc powietrze i odetchnęłam z ulgą. Madryt! Mój Madryt!
-Hej, maleńka! - powitał mnie Sergio Ramos, który został oddelegowany przez Fernando do odstawienia mnie do domu. Jakbym we własnym mieście nie potrafiła się poruszać!
-Ramos! - rzuciłam się mu na szyję.
-Ale wyrosłaś! - pocałował mnie w czubek nosa. - Zapowiada się tydzień chlania, co?
-Nie - pokręciłam głową. - Chcę się nacieszyć rodzicami, rodzeństwem, generalnie rodzinką i przyjaciółmi. Do tego mam zamiar prosić o przedłużenie stażu.
-Wracasz do Londynu?! - sapnął, a ja tylko pokiwałam głową. - Już ja zadbam o to, żebyś jednak nie wróciła - powiedział złowrogo.
-Ciekawe co takiego zrobisz? - zaśmiałam się.
-Nie doceniasz mnie, Torres. Twój brat też nie. Nie pozwolę na to, żeby kolejny oswojony przeze mnie Torres znikał gdzieś w Anglii. Nie ma mowy! Mówię ci to ja, Sergio Ramos! - pomachał mi palcem przed nosem.


Tydzień spędziłam dokładnie tak jak planowałam... Tylko nie mogłam się zebrać i iść na Bernabeu. Postanowiłam, że załatwię to w poniedziałek, po imprezie Jese.
Umówiłam się z Mesutem w jednej z kawiarenek w pobliżu Santiago Bernabeu. Ponoć piłkarze mieli w środku jakieś spotkanie z władzami, ale nie miałam zbyt wielu szczegółów.
Widziałam jak wychodzą niewielkimi grupkami. Cristiano wskoczył na Fabio i próbował go wdusić w asfalt podczas, gdy Marcelo z ożywieniem opowiadał coś Pepe. Za nimi szedł Ramos z Callejonem i pokazywał mu coś w telefonie. Iker wymachiwał rękami tłumacząc coś Adanowi i Xabiemu Alonso. Dopiero potem dostrzegłam Mesuta. Wlókł się z Karimem i jakimś brunetem w skórzanej kurtce. Na początku nie mogłam dopatrzyć kto to taki, bo miał czapkę z daszkiem na głowie, a potem jakby mnie piorun strzelił... Ally! Serce zaczęło mi walić jak szalone, w brzuchu obudziła się dzika banda motyli, która od Sylwestra nie okazywała żadnych oznak istnienia. Aż do teraz... Nie przeszło mi, a łudziłam się, że Morata to zakończony etap mojego życia! Miałam zacząć wszystko od nowa z Lucasem w Londynie. A tu proszę! Morata w Madrycie!
Mesut odłączył się od kumpli i przebiegł przez ulicę.
-Hej! - cmoknął mnie w policzki i usiadł.
-Co jest? - zainteresowałam się.
-Idziemy na zakupy! - zatarł ręce.
-Nie - jęknęłam.
-O, tak! - powiedział od drzwi Ronaldo i wiedziałam, że nie będzie dobrze.

Stroili mnie, przebierali, okręcali, mruczeli, krzyczeli... Aż w końcu zdecydowali.
-Teraz możesz iść na urodziny Jese - zacmokał z zadowoleniem Ronaldo pakując torby do bagażnika.
-Teraz możesz mnie zabić - sapnęłam i walnęłam się na tylne siedzenia jego wypasionego samochodu. Nawet nie ogarnęłam w co właściwie wsiadłam.
-Wieczorem przyjadę po ciebie i masz wyglądać bosko! - zapiał.
-Bo jak nie to sami naniesiemy poprawki - dodał Mesut.
-Boże - jęknęłam.







El Mago!

33. Vazquezowe tłumaczenia.

Wieczorem planowałam sobie poleżeć na kanapie, pobawić się z Blanco i mieć wszystko gdzieś.
-Pogadajmy - stanął nade mną Vazquez i zasłonił mi telewizor.
-Jesteś jakiś upośledzony - westchnęłam. - Mówię do ciebie po hiszpańsku: nie rozumiesz. Mówię po katalońsku: nie rozumiesz. Po jakiemu mam Ci to jeszcze zakomunikować? - warknęłam.
-Dasz mi się wytłumaczyć?
-Mam w dupie twoje tłumaczenie! - zerwałam się, a Blanco ostrzegawczo warknął. Chyba nie bez znaczenia pozostaje fakt, że miał na sobie czerwono-niebieską bluzę. Niby pies widzi na czarno-biało, ale mój chyba ma radar na barwy Barcy. Oczywiście bluza Vazqueza nie była sygnowana FC Barceloną, nawet nie była z Nike czy Adidasa.
-Pozwolisz? - syknął. - Twój pies mnie zje jeśli tylko zechce, ale daj mi powiedzieć co chcę i sobie pójdę. Wysłuchaj mnie, a więcej nie będę się do ciebie zbliżał.
-Dobra - usiadłam, a Blanco spoczął obok mnie. Chwila uwagi, a potem nara na zawsze.
-Przepraszam, że mu powiedziałem. Łudziłem się, że moja teoria o tym, że jesteś do niego przyzwyczajona jest prawdziwsza niż to, że go niby kochasz - podrapał się po głowie. - Jednak widziałem jego i widzę ciebie. Oboje przypominacie swoje własne cienie.
-Dziękuję za komplement - przewróciłam oczami.
-Jednak nie mogę zrozumieć jak taka wielka miłość nie poradziła sobie z czymś takim. Tylko się ze mną całowałaś - rozłożył ręce. - Jakbym był z laską przez cztery lata to bym jej coś takiego wybaczył! Chwilowa głupota!
-Jak widzisz nie wybaczył, potrafił tylko zerwać - szepnęłam.
-On? - zdziwił się.
-On - popatrzyłam na niego jak na wariata.
-Sarabia mi powiedział, że o ty z nim zerwałaś, ale on nie będzie o tym gadał, bo to moja wina, bo jesteście jego przyjaciółmi i w tym sporze chce być bezstronny - przekręcił oczami.
-Vazquez, pierdolisz od rzeczy. Morata mnie zostawił! - krzyknęłam a na potwierdzenie moich słów Blanco kłapnął zębami.
-Dziwne, po Madrycie krąży inna wersja.
-Kurwa - zadumałam się. - Coś mi tu nie pasuje.
-Mnie też nie - przyznał. - Zazwyczaj to powinno być tak, że laska twierdzi, że zerwała, a chłopak, że jednak on. Każdy ciągnie w swoją stronę. Wy pchacie to w drugą.
-Coś jest nie tak - wstałam i podeszłam do okna. Zapatrzyłam się w nocną panoramę Londynu i usilnie szukałam rozwiązania. Tylko nie rozumiałam co tu się właściwie dzieje.
-Jak Morata z tobą zerwał? - spytał Vazquez stojący obok.
-Wysłał mi smsa.
-Klasa - zacmokał.
-Próbowałam do niego dzwonić, ale nie odbierał. Następnego dnia ojebałam ciebie i pojechałam do Valdebebas, żeby pogadać z nim, ale on był z Carlą... - urwałam.
-Czy wiadomość od niego nie wydała ci się dziwna? - drążył.
-Była napisana... - próbowałam sobie przypomnieć. - Same małe litery i znaki interpunkcyjne. Ally pisał bardzo ładnie i poprawnie. Nawet na facebooku tak pisze teraz... - zerknęłam na Katalończyka.
-Dziwne - mruknął.
-Czemu to robisz? Czemu zasiewasz ziarno niepewności?
-Chcę się zrehabilitować - wzruszył ramionami. - Zrobiłem źle i głupio mi z tym.
-W porę i w czas - syknęłam.


Wyszłam z Blanco na spacer, musiałam wszystko przemyśleć. Nałożyłam swoją ukochaną kurtkę i wciągnęłam kaptur na głowę. W Londynie jest znacznie zimniej niż w Madrycie.
Vazquez zrobił coś czego nie powinien robić. Rozbudził we mnie nadzieję.
Wyciągnęłam z kieszeni telefon i włączyłam zdjęcie Moraty. Uśmiechnęłam się delikatnie i nacisnęłam zielony przycisk. Czekałam na połączenie, ale nie odbierał. Spróbowałam ponownie i znowu to samo. Potem wyłączył telefon. Co jest? Mówi, że za mną tęskni, a teraz nie odbiera?
Zatrzymałam się przed jedną z wystaw i jak urzeczona wpatrywałam się w napis. Color of hope. Color esperanza. Kolor nadziei.
Jaki jest mój?
Przymknęłam oczy i widziałam zieloną murawę, niebieskie krzesełka, pomarańczowe przejścia, białe stroje... Tak bardzo chciałam być teraz w domu, wyjść na Bernabeu i cieszyć się tym co kocham. Czemu byłam taką frajerką i zepsułam wszystko jakby to był domek z kart?
-Sis? - obok mnie pojawił się Fernando. - Chcesz pogadać?
-Tak - przytuliłam się do niego i wtuliłam twarz w jego pierś. - Chcę do domu, Nando - wyszeptałam. - Nie chcę być w Londynie, nienawidzę tego miasta!
-Maleńka, wypełnij kontrakt. A jak nie chcesz to jutro jedziemy na stadion i zapłacę za zerwanie umowy, dobrze? - głaskał mnie po plecach.
-Nie - pokręciłam głową i się wyprostowałam. Nie uroniłam nawet jednej łzy, ale straszna obręcz otaczała moją pierś i zaciskała się przy każdym oddechu. - Po prostu powinnam przestać odzywać się do Vazqueza, nie odpisywać Moracie i skoncentrować się na Lucasie.
-Odzywać, odpisywać... Co zrobiłaś? - warknął.
-Potrafiłbyś żyć bez Olalli?
-Nie, oczywiście, że nie!
-A widzisz, ja bez Moraty też nie potrafię a muszę - oparłam czoło na jego piersi. - Fernando...
-Nie wiem co mam ci powiedzieć, mała. Sama naważyłaś piwa, sama je pij.
-Piję - sapnęłam.
-Nie pokochasz Lucasa, Unice - westchnął. - Próbowałem się oszukiwać, ale to nie ma sensu. Jesteś z nim i dajesz mu złudną nadzieję.
-Pokocham - powiedziałam twardo. - Zobaczysz. Będę z nim zajebiście szczęśliwa! Aż do porzygu!
-Unice - jęknął.
-Pa! - cmoknęłam go w policzek i odeszłam. Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Lucasa.
~Cześć, kochanie! - powitał mnie radośnie.
-Mam ochotę na film. U mnie czy idziemy do kina?
~Zaraz będę i zdecydujemy, co?
-Dobrze - uśmiechnęłam się sama do siebie. - Czekam, pa!
Zapomnę o Moracie, Vazquezie i spróbuję w końcu żyć! Mam chłopaka, świetną robotę i mogę zacząć od nowa.

ORIOL: Vazquez wyprowadził się do hotelu. Co mu zrobiłaś?
UNICE: Wyjątkowo nic.


Chociaż jeden problem z głowy.





Nando strzelił w ostatnim meczu dwa gole! DWA!
I co? Łyso Wam, niedowiarki? 
Poza tym Fer tak mi się niebezpiecznie tłucze w głowie... Dobrze, że mam do napisania dwie prace zaliczeniowe :)



W następnym odcinku... Wracamy do Madrytu!

32. Znowu on?!

Lucas przyszedł tak jak się umawialiśmy. Za piżamę posłużyły mi jakieś spodnie, które dała mi Olalla i... Klubowa koszulka Moraty. Nie wiem czemu ją założyłam i nawet nie chcę się nad tym zastanawiać.
-Obejrzymy film? - spytał Brazylijczyk i rozwalił się na łóżku nim zdążyłam odwrócić się do niego twarzą. Tak, widział nazwisko. Nie miałam wątpliwości. - Jeśli chcesz mogę przynieść ci moją koszulkę - mruknął.
-Chcę - przytuliłam się do niego. - Oczywiście - uśmiechnęłam się delikatnie.
Po filmie grzecznie poszliśmy spać, ale nie była to najlepsza noc w moim życiu.
Rano przyczłapałam do kuchni i mało zawału nie dostałam.
-Ally? - powiedział Vazquez na wstępie. Siedział z Oriolem przy stole i popijał kawkę.
-Co? - warknęłam. - W ogóle co ty tu, kurwa, robisz?! - tupnęłam nogą.
-Zgaduję - wskazał na coś. Koszulka Moraty była na mnie oczywiście za duża, ale jakoś się pozawijała, spodnie mi spadały z tyłka (Oli miała tyłek, ja tylko kości) i nad linią majtek widać było górą cześć mojego tatuażu.
-Spierdalaj - obciągnęłam bluzkę. - Pytam co tu robi to coś!?
-Unice, wiem - Oriol złapał mnie za ramiona. - Umawialiśmy się nie dokwaterujemy nikogo, panienki lub panów na noc przyjmujemy, ale Alvarito przyjechał tu na jakieś badania! Zajmie mu to kilka dni! To mój kumpel, Unice!
-W tym mieście jest tyle hoteli, że na pewno sobie coś wybierze - odparowałam.
-Unice, błagam! - sapnął.
-OK - mruknęłam, bo w sumie miałam niewiele do powiedzenia. To jego mieszkanie, nie moje. Opcji miałam niewiele, a na pewno nie wprowadzę się do Nando. A tak w ogóle to czemu ja mam uciekać przed Vazquezem?! To on mi pomógł zniszczyć moje życie, nie odwrotnie! - Ale lepiej nie wchodź mi w drogę. Kobieta, która nie ma nic do stracenia jest najgroźniejszym wrogiem - powiedziałam do Vazqueza.
-Hej - przywitał się Lucas i cmoknął mnie w usta.
-Nic? - wyszczerzył zęby Vazquez.
-Nic - przytaknęłam. - Zabrałeś mi wszystko - wysiliłam się na kataloński, którego nauczył mnie Oriol podczas tych naszych wspólnych obozów. Tylko nie lubiłam przyznawać się do tego, że znam ten język.
-Wow - zagwizdał Vazquez. - Zdumiewasz mnie.
-Jak urwę ci fiuta to też będziesz zdumiony - odparowałam. Oriol nauczył mnie wielu słówek.
-Chciałbym z tobą pogadać - wstał.
-Nie mam o czym z tobą gadać! - wrzasnęłam. - Zniknij, przepadnij, maro nieczysta! - zamachałam rękami i zrobiłam tył zwrot do pokoju.
Czy on nigdy nie da mi spokoju? Zawsze będzie za mną łaził i mnie prześladował!?



Siedziałam na trybunach i obserwowałam trening Chelsea. Nie lubiłam tego i traktowałam jako okropny obowiązek. Patrzyłam jak biegają, robią skłony i wykonują różne ćwiczenia... Chyba więcej emocji dostarczyłby mi trening FC Barcelony niż to.
Poczułam jak telefon wibruje mi w kieszeni i byłam wdzęczna temu komuś, że dzwoni!
VAZQUEZ.
Kur, już nie jestem wdzięczna.
-Czego chcesz?
~Pogadać, Unice. Źle zrobiłem, ale kierowały mną wyłącznie emocje!
-Mną teraz też kierują: bujaj się, Vazquez! - rozłączyłam się.
Po raz pierwszy odkąd przeprowadziłam się do Londynu miałam ochotę na wycieczkę do Madrytu. Chęc zobaczenia wszystkiego co bliskie mojemu sercu była silniejsza niż strach, że rozkleje się przy Moracie.
Nie płakałam odkąd mnie zostawił. Dusiłam w sobie żal i ból. Lekarz pracy, który mnie badał przed podpisaniem kontraktu dla ChelseaTV twierdził, że może się to dla mnie źle skończyć.
Miałam to gdzieś. Moje łzy moją oglądać jedynie moi przyjaciele, a tak się składa, że są w Madrycie.
-Słoneczko? - podbiegł do mnie Lucas.
-Tak? - uśmiechnęłam się.
-Pójdziemy na obiad? Wezmę tylko prysznic i jestem - rzucił mi kluczyki do swojego Nissana.
-Dobrze - pokiwałam głową i poszłam do samochodu.
Lubiłam Piazona. Był sympatyczny, zawsze radosny, chyba mnie kochał, a ja?
Moje serce zostało w Hiszpanii.


Siedzieliśmy we włoskiej restauracji i pałaszowaliśmy pizze.
-Unice, czemu tak gwałtownie zareagowałaś na Vazqueza? - spytał. - Jest spoko.
-Stary wróg, jeszcze z Madrytu - mruknęłam i odechciało mi się jeść.
-O co poszło?
-Szkoda gadać - machnęłam ręką. Nigdy mu nie powiedziałam dlaczego rozstałam się z Moratą i rzuciłam wszystko dla ChelseaTV. Nie miałam też wyrzutów sumienia, że całowałam się z Allym podczas Sylwestra. Wręcz przeciwnie, chętnie bym to wszystko powtórzyła.
-Będzie z wami mieszkał - dodał jakbym nie wiedziała.
-Wiem - sapnęłam i wyjęłam telefon. Włączyłam facebooka i sprawdziłam wiadomość, która przyszła od Moraty. Rzadko kiedy korzystam z takich portali. Wolę telefon, a facebooka mam tylko dlatego, że Ally chciał ustawić, że jest ze mną w związku.

Alvaro Morata
Vazquez pojechał do Londynu. Sarabia mi właśnie mówił.


Unice Torres
Lepiej. Mieszka u Oriola, a tak przypadkiem ja też!


Westchnęłam ciężko.
Brakowało mi go. Nie tylko jako chłopaka, ale też przyjaciela. Przez ponad cztery lata byliśmy niemal nierozłączni. Gadaliśmy o wszystkim, wiedzieliśmy o sobie wszystko, znaliśmy się na wylot.
Lucas coś mi opowiadał, ale słuchałam go tylko jednym uchem i co chwila potakiwałam.

Alvaro Morata
Nie gadaj! Jak będzie Cię denerwował to daj znać. Dostanie w łeb jeszcze raz, skoro nie dotarło jak powinno.


Unice Torres
Dziękuję, Ally ;) myślę, że poradzę sobie sama.


Alvaro Morata
hahahah :D gadałaś z nim po katalońsku, co?


Unice Torres
tak :D


Alvaro Morata
wcięło, dziada?


Unice Torres
zdumiewam go :D


Alvaro Morata
jak mu uwalisz sprzęt to też będzie zdumiony :D


Unice Torres
dokładnie! :D


Uśmiechnęłam się do telefonu. Jak on mnie doskonale zna.
-Wszystko dobrze? - zainteresował się Lucas. - Ślicznie wyglądasz - powiedział z uśmiechem.
Przejrzałam się w czarnym ekranie swojego telefonu i widziałam, że oczy mi rozbłysły. Już nie były jak u nieboszczyka.
-Dobrze - uśmiechnęłam się szeroko.





!HALA MADRID!


A dziś oglądam Chelsea i mojego Nandusia <3